Boże Narodzenie według ASP

Czyli dowcip o tym, ilu artystów potrzeba, aby wybrać kartkę pocztową, zmiksowany z żartem o urzędnikach próbujących zrobić konkurs plastyczny.

Wizerunek świąt serwowany nam przez różne środowiska i media nie przestaje mnie zaskakiwać, bawić i inspirować. Patrząc na radosną produkcję wszelakiego koloru, płci Mikołajów, ozdób choinkowych czy innych plastikowych paszkwili aż się serce raduje że można w tym wesoło partycypować. Choinka i światełka za 14 zł z TESCO wyglądają przepięknie w ten uroczy czas, chociaż wiem że gdy tylko magia grudniowych świąt przeminie, tanie ozdoby staną się rzeczywiście… tanie.

Święta to też czas celebrowania absurdów, zwłaszcza w kraju który potrafi się podzielić na dwa fronty w wojnie o rybę. Kraj ten, mój ukochany, potrafi wygenerować czasami tak skrajnie durne sytuacje że nie pozostaje nic jak tylko wejść na fejsa, zrobić sobie popcorn i czytać. Czytać i kochać ludzi, w końcu święta, w końcu grudzień.

Dzisiaj otóż wybuchła niewielka burza na temat wyników wspaniałego konkursu na kartki bożonarodzeniowe ogłoszonego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zakładam że założenie było takie, że artyści zrobią coś ciepłego, przyjemnego, aby umilić ludziom święta. Coś dzięki czemu każdy poczuje się trochę milej. Obrazek, który rozpali w naszych zmarzniętych zimą serduszkach odrobinę ciepełka. Wspaniały obrazek.

Inne zdanie oczywiście miało jury z ASP, które wybrały no, dość… specyficzne prace.

I spoko, nie mam z tym problemu. Doceniam ten humor, jest przezabawny. Sam bym dał mojej siostrze kartkę z trupem ryby w kształcie choinki, ale chyba nie o to chodziło Ministerstwu. Tak sobie myślę że ktoś tu chyba nie ogarnął o co c’man z jednej jak i z drugiej strony.

Z perspektywy władzy (zakładając że w ogóle chcieli zrobić coś dobrego, w co raczej wątpię ale mniejsza o politykę) dobrze było oddać te całe wyniki artystom, w końcu się na rzeczy znają, to pewnie wybiorą coś odpowiedniego. Proste myślenie urzędasów, zrobimy konkurs, robotę odwali ktoś inny. No żyć nie umierać. I prawie by się im udało gdyby nie te przeklęte dzieciaki. Znaczy, artyści!

Niestety okazuje się że tychże gagatków od sztuki nie wolno zostawić nawet na chwilę bez smyczy, ponieważ z tak prostego zadania jak wybranie kartki zrobią performance. Najśmieszniejsze jest jednak ich oburzenie, że jak to tak? Ministerstwo się od nich teraz odwraca! Przecież nic złego im nie zrobili, kazali wybrać to wybrali, o co tyle szumu? A już zwłaszcza, po co słuchają tego plebsu, motłochu któremu się rzekomo nie podoba. Ale czy oni mają wykształcenie artystyczne? Czy oni, te ludzie jacyś, co do nich te kartki mieli wysłać, to znają się na sztuce?

Historia ta ma jeszcze jeden wątek. Na studiach poznałem Pana dr Vasinę, który brał udział przy wyborze prac i jest to serdecznie wspaniały człowiek o otwartym umyśle. Gdy sobie przypomnę ile mnie nauczył to wiem że nikt tu zawinić specjalnie nie chciał. Tylko teraz wszystkie dobre intencje pójdą w piach bo środowiska rzucą się sobie, jak to w Polsce do gardeł byleby wbić flagę zwycięstwa w martwe zwłoki konkurencji. I zostanie nam z tego wszystkiego niesmak, niestrawność, jakbyśmy wsunęli do ostatniej kostki nieświeżą rybę w kształcie choinki.